Witaj na Zyrardow24h.pl - Internetowe Forum Mieszkańców Żyrardowa
![]() |
Ponad 1500 stałych użytkowników, blisko 3500 odwiedzin dziennie… i ponad 300.000 odwiedzin w miesiącu ! Pytasz czy czytają nas częściej niż lokalne gazety? Przekonaj się… Korzystanie z forum i rejestracja są bezpłatne, a dodatkowo uzyskujesz dostęp do innych tematycznych działów, możesz brać udział w licznych dyskusjach, poznasz nowych i ciekawych ludzi… Dołącz do nas! Zaloguj się... |
#1 Gość_KaLaToS
Napisano 27 luty 2012 - 11:40
Poniżej jeden z artykułów:
To już prawdziwy fenomen: "uniwersytutki" coraz śmielej kuszą klientów w całym kraju. Warszawa, Gdańsk, Poznań czy może Łódź? Sprawdź gdzie kwitnie studencka prostytucja i ile sobie liczą uczelniane "damy do towarzystwa" za godzinne spotkanie z klientem?
Gdzie "studentki" są najtańsze?
Od dłuższego czasu coraz częściej słyszymy o zjawisku prostytucji wśród studentek. Zjawisku bez dwóch zdań negatywnym. Młode kobiety decydują się sprzedawać swoje ciała, by zapewnić sobie odpowiedni poziom materialny podczas studiowania. Jak wygląda "cennik usług takich pań" w poszczególnych miastach uniwersyteckich? "Dziennik Łódzki" podał przykładowe stawki, podpierając się wyliczeniami specjalistów z firmy Sedlak & Sedlak. Analiza ogłoszeń pozwoliła stwierdzić, że najtaniej jest właśnie w Łodzi. Godzina kosztuje tam średnio 135 złotych. Dalej znalazły się Katowice (150 zł), Gdańsk (160 zł) i Wrocław (180 zł), natomiast najdroższa okazała się Warszawa - 200 zł. Z kolei stawki za pół godziny uśredniają się na poziomie 110 zł, przy czym w Katowicach, Krakowie i Poznaniu jest taniej, bo tamtejsze studentki liczą sobie "jedyne" 100 zł za 30 minut. Gdańsk to już 120 zł, Warszawa 135 zł, a w najdroższym Wrocławiu ceny wywoławcze sięgają często 140 zł. Przy czym wiele zależy od szczęścia - niektóre dziewczyny ogłaszają się oferując np. trzy spotkania w tygodniu w zamian za czynsz, który wynosi np. 1000 czy 1500 zł.
Profesor Jacek Kurzępa ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej we Wrocławiu, będący ekspertem od tego rodzaju patologicznych zachowań (również on wypowiadał się na temat niemodnych już "galerianek"), pokusił się o przygotowanie zestawienia najczęstszych kierunków, których studentki dorabiają w seks-biznesie. I tak, zdecydowanie na czele plasują się dziewczyny z kierunków humanistycznych, szczególnie z filologii (25 proc. całości), na wyróżnienie zasługuje także pedagogika (18 proc.). Przy czym, o ironio, większość z dziewczyn, które otrzymują od swoich sponsorów wynagrodzenie za seks, żywi przekonanie że nie są one prostytutkami, że są lepsze. "Nie jesteśmy k....mi", piszą...
"Uniwersytutka", czyli kto?
"Zdecydowałam się na spotkanie z tobą, bo wk...a mnie nagonka na 'uniwersytutki'. I co to w ogóle za określenie? Uniwersytutka-prostytutka. Żałosny termin wymyślony przez pseudosocjologów. Ja nie jestem jakąś tam prostytutką, która sprzedaje się za marne grosze kilku facetom jednej nocy. Jestem wykształcona, ze mną nie tylko uprawia się seks, ale też rozmawia", mówi 22- letnia Dominika, w wywiadzie dla jednego z portali internetowych.
Jak właściwie studentka zostaje prostytutką? Bo przecież trzeba nazywać rzeczy po imieniu, tym bardziej, że wiele z tych "prawdziwych" prostytutek, które uprawiają zawód bez legitymacji studenckiej, również służy konwersacją czy nawet radą...
Dominika stwierdza, że do wyboru tej drogi pchnęło ją życie - po tym, jak w wyniku pogorszenia sytuacji materialnej rodziców musiała sama zorganizować fundusze na dalszą egzystencję i edukację. "Początkowo naiwnie szukałam w Warszawie pracy. Myślałam sobie: "Jestem zdolna, kreatywna, szybko się uczę. Na pewno ktoś mnie zatrudni". Teraz śmieję się na to wspomnienie. "Ale ja byłam infantylna!" dodaje. Takich dziewczyn, jak Dominika jest w Polsce bardzo wiele. Z danych opublikowanych przez "Dziennik Łódzki" wynika, że obecnie co najmniej co piąta studentka korzysta z tzw. sponsoringu.
Czy sponsoring to prostytucja?
A czym jest sponsoring? Jeden z forumowiczów napisał, że dla niego to jak wykupienie karnetu na siłowni, "Daję takiej dziewczynie tysiąc miesięcznie i chodzę do niej raz, dwa razy na tydzień..."
Co ciekawe, "uniwersytutki" to nie tylko... kobiety. "Dziennik Łódzki" podaje, że dorobić lubią także panowie, szczególnie ci którzy uczą się na kierunkach ścisłych, bądź na AWF-ie (oni stanowią 13,5 proc. "uniwersytutek"). Interesujący jest tu fakt, że młodzi mężczyźni raczej stronią od kontaktów seksualnych, zamiast tego wolą zaprezentować taniec erotyczny lub, co jest ostatnim krzykiem mody - zaoferować starszym paniom sprzątanie mieszkania w samej bieliźnie. Studenci odpowiadają, że są w związkach i nie chcą zdradzać swoich partnerek. Jednak te najwyraźniej nie mają podobnych dylematów moralnych, a przynajmniej tak nakazują przypuszczać statystyki...
A jak na tę sprawę zapatrują się specjaliści? Cóż, to przekonanie jest nie tylko błędne, ale też niebezpieczne. "Sponsoring jako współczesna forma prostytucji stał się wytworem kultury masowej. To kolejna forma uprawiania nierządu, przystosowana do dzisiejszych czasów - atrakcyjnie opakowana, błyszcząca i dostępna na wyciągnięcie ręki. Sponsoring nie prezentuje przygnębiającej wizji szybkiego seksu w małym pokoiku agencji towarzyskiej, ale stanowi kuszące marzenie o sfinansowanych studiach, zagranicznych wyjazdach, opłaconym mieszkaniu i luksusowych kosmetykach. Taka forma prostytucji wydaje się atrakcyjniejsza i mniej szkodliwa", tak o tym zjawisku pisze w swoim eseju, cytowanym przez "Politykę", Joanna Mazur-Łuczak. Co więcej, owe łatwe pieniądze zaskakująco szybko uzależniają, przez co po "dochodowych" studiach przestawienie się na słabo płatną pracę może okazać się niezwykle trudne, jeśli nie niemożliwe...
Źródło: http://facet.wp.pl/g...riazdjecie.html
#5
Napisano 27 luty 2012 - 13:36
#6 Gość_KaLaToS
Napisano 27 luty 2012 - 13:47
#7
Napisano 28 luty 2012 - 01:10
Ja myślę, że zacni obywatele, przykładni mężowie i ojcowie – oczywiście pobożni ludzie, aczkolwiek błądzący, wykorzystują młodzież.
Zastanawiam się czy można potępiać tych młodych prostytuujących się ludzi, jeżeli taka młoda studentka ma zarobić jako sekretarka 1200 -1400 PLN i być seksualnie atakowaną przez szefa, to ja ją rozumie, że wybiera seks za pieniądze z facetem, którego sama wybiera a nie takiego, którego oferta pracy jest jej wciśnięta przez panią z pośredniaka.
O tym pośredniaku piszę nieprzypadkowo, gdyż koleżanka opowiadała mi historię, swojej pierwszej oferty pracy. Tuż po maturze śliczne dziewczę chciało zarobić UCZCIWIE na wakacje. Dano jej w pośredniaku adres firmy, która poszukuje pracownicy biurowej. Owa zjawiskowej urody młoda kobieta zadzwoniła, wysłała CV, następnie miała przyjść na rozmowę kwalifikacyjną. Spotkanie umówiono po 18.00. Dziewczyna poprosiła ojca o podwózkę – ten czując pismo nosem pojechał na spotkanie z córką. Firma pusta, tylko szef i „niedoszła pracownica”. Po krótkiej rozmowie z tatą, pan powiedział, że mają już kogoś na to stanowisko – choć ogłoszenie później, wisiało jeszcze trochę.
To jest marazm tego Państwa, dziewczyna zgwałcona, pytana jest o długość sukienki (bo może była za krótka). Prokuratorzy pytają ofiary o to czy wymuszenie było wymuszone, bo być może (jak rozumiem sens takiego pytania) stosunek seksualny z przełożonym był świadczony w ramach stosunku pracy.
Z praktyki sądowej. Sąd Okręgowy w Lublinie 2002 rok II AKa 330/02 Uznał iż jednostkowa transakcja sprzedaży człowieka, czy nawet ludzi /więcej niż jednej osoby/ nie może być w żadnym wypadku uznana za uprawianie handlu ludźmi w rozumieniu art. 253 § 1 k.k. [por. str 33 Opracowania HANDEL LUDŹMI W POLSCEMATERIAŁY DO RAPORTUMINISTERSTWO SPRAW WEWNĘTRZNYCHI ADMINISTRACJI Warszawa, 2007 r.] http://www.msw.gov.p...php?s=1&id=4206
Reasumując z jednej strony jest świętoszkowe oburzenie na świadomą prostytucje osób dorosłych z drugiej państwo i społeczeństwo nie robi nic aby pomagać ofiarom przestępstw seksualnych. Więcej toleruje się stan w którym dochodzi do wielu nadużyć seksualnych. Żyjemy w państwie gdzie godność jednostki, przez państwo jest zredukowana do zera!
Myślę, że dla wielu z tych ludzi to wymóg sytuacji w jakiej się znaleźli.
Swoją drogą gdy tak przeliczyłem te wartości podane w artykule, muszę, przyznać, że to sytuacja nie do pozazdroszczenia.
Mieszkanie z opłatami 1500 szkoła jedzenie ubranie kolejne 1000 – 1500 PLN, przy 12 spotkaniach za 1500 PLN wychodzi, że aby się utrzymać bez pomocy rodziców, trzeba mieć co najmniej 2 mecenasów. Razem 24 spotkania czyli praca od poniedziałku do piątku na 3-ą zmianę a i dodatkowo co jakiś czas minimum jeden weekend pracujący w miesiącu, gdzie czas na naukę? Ehh :-)
ps. W Polsce student średnio za studia płaci czesnego około 1000 - 1500 euro rocznie dla porównania we Francji wpisowe w uczelniach państwowych wynosi 100 euro i nauka jest bezpłatna a student niezależnie od wieku korzysta z wielu przywilejów. Być może to jest przyczyną dla której tam ludzie kochają się dla przyjemności, widząc potrzebę utrzymywania relacji z drugim człowiekiem dla niej samej, gdy tymczasem jak wynika z cyt. artykułu a u nas zdarza się dość często inaczej
Użytkownik pmp3 edytował ten post 28 luty 2012 - 01:31
#8
Napisano 28 luty 2012 - 01:37
Użytkownik pmp3 dnia 28 luty 2012 - 01:10 napisał
Dla mnie koszt utrzymania na studiach to 300 mieszkanie + 300-400 życie. Ale nie chodzę ubrana w ciuchy lacosty, nie odwiedzam fryzjerów, kosmetyczek, nie jadam w restauracjach, nie wiem nawet kiedy byłam w kinie. Wierz mi, że osobom w trudnej sytuacji (naprawdę trudnej a nie chcących żyć ponad poziom) uczelnie oferują stypendia socjalne, naukowe, mieszkaniowe, sportowe, na wyżywienie, dla niepełnosprawnych itd. itp. i to są całkiem ładne kwoty. Kiedy straciłam socjalne poszłam do roboty za 4,5/h nocą i dało to rade pogodzić, mimo że było bardzo ciężko przy 2 kierunkach.
Użytkownik pmp3 dnia 28 luty 2012 - 01:10 napisał
Na szczęście studia dzienne na publicznych uczelniach w Polsce są bezpłatne, a "wpisowe" kosztuje 85 zeta (~20 euro). Lament to byłby (i prawdopodobnie będzie w przyszłości) jakby wprowadzili taki system jak w Stanach, że rodzice całe życie muszą odkładac pieniądze na studia dla dziecka.
Problemem jest to, ze studenci nie chcą żyć skromnie i oszczędnie. Jeszcze 20 lat temu znajomi opowiadali jak mieszkało się w 5-6 osób w jednym pokoju i jadło kartofle ze smalcem jak brakło pieniędzy. Nie znam nikogo, kto ma na tyle trudną sytuację, że musi się żywić tak jak oni. Jest mnóstwo sposobów zarobkowania w czasie studiów które nie polegają na prostutuowaniu się, ale a) tak jest łatwiej b)szybciej c) są większe pieniądze.
Strasznie mnie denerwuje takie gadanie, jak to w Polsce jest źle, jak to państwo nie dba o młodego człowieka, że wszystko jest mega drogie i trzeba znależć sobie sponsora żeby w ogóle żyć i mieć co do garnka włożyć. Trzeba po prostu podciągnąć rękawy i schylić kark i zabrać się do roboty. Z optymizmem.
Użytkownik makowa panienka edytował ten post 28 luty 2012 - 01:41
#9
Napisano 28 luty 2012 - 02:19
Innym przykładem może być pomoc dzieciom z domów dziecka – muszą normalnie bulić na studiach zaocznych, na dziennych też nie mogą się utrzymać bo nie mają pieniędzy. Wszyscy mają w d***e, że los pokrzywdził ich mocno już na początku - to jest polska!
Co do państwa polskiego, właśnie ono nie robi nic! Ono chce tylko doić, nie daje na wykształcenie nie daje pomocy rodzinom wielodzietnym, potwornie się zadłuża na beznadziejne inwestycje, które oddaje do użytkowania za darmo spółkom prywatnym (por Resursa i krążąca po sieci umowa – forum zyrardow24h.eu).
Mamy kastę posiadających środki produkcji, układy, rodzinnie zagwarantowane miejsca w znamienitych korporacjach i tym jest dobrze i kastę biednej hołoty do której niestety sam się muszę zaliczyć i tym wcale dobrze nie jest!
Osobiście dostrzegam to, że niema równych szans dla młodych ludzi. Ten fakt powoduje, że daleki jestem od potępiania tych, którzy w tej brutalnej rzeczywistości wybierają inną drogę – nie wiem czy lepszą a nawet nie wiem czy łatwiejszą.
Użytkownik pmp3 edytował ten post 28 luty 2012 - 02:20
#13
Napisano 10 marzec 2012 - 00:47
Chcą je całe wytatuować i poprzekłuwać - proszę bardzo.
Chcą je wykorzystać by dawać przyjemność innym za pieniądze - proszę bardzo.
Ja prostytucji nie potępiam (przy czym mam na myśli tutaj dorosłe osoby nie zmuszane do tego).
Mam odmienny "kodeks moralny" i inny system wartości niż chrześcijańskie.
Dla mnie (w uproszczeniu oczywiście - bo sprawa jest bardziej skomplikowana) złem jest czynienie drugiej osobie tego, co jest tej osobie niemiłe.
W przypadku prostytucji jedna strona oddaje swój czas i swoje ciało drugiej za pieniądze, druga ma z tego przyjemność - wymiana handlowa. Nikomu nie dzieje się krzywda, a jeśli się komuś dzieje, to jest wybór tej osoby w zamian za zysk.
Nie, ja nie uznaję instytucji "grzechu". Dla mnie moralność ma podłoże w rozumieniu, emocjach i empatii oraz zasadzie, że lepiej nie uszczęśliwiać nikogo na siłę jeśli tego nie chce. Moim zdaniem bezkrytyczne poleganie na tym co inni dyktują jako moralne, na autorytetach lub tradycji, to prosta droga do wypaczenia moralności (autorytet może wprowadzić elementy związane z jego własnymi interesami, a ślepo powtarzana tradycja to prosta droga do utrwalenia błędnych poglądów i postaw).
Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych




Góra









